Kobieta z wózkiem

Jeżeli w bloku jest kilka klatek, a do jednej z nich prowadzi dziwnie długi podjazd, to znak, że właśnie tam mieszka osoba poruszająca się na wózku. Mało który ze starych budynków był projektowany z myślą o osobach niepełnosprawnych.

foto:bloki_to_my

 

„Dwadzieścia lat czekałam na podjazd” – mówi Tereska, mieszkanka jednego z warszawskich bloków. Decyzje o wprowadzaniu udogodnień dla niepełnosprawnych podejmuje rada mieszkańców. Tereska nie miała siły się z nimi wykłócać. Wszystko sie zmieniło, gdy jedna z sąsiadek uległa wypadkowi i też siadła na wózek. „Przyszła się spytać, jak sobie radzę z tymi kilkoma schodkami. Więc jej powiedziałam, że stoję i czekam, aż ktoś mi pomoże.” Ktoś, czyli dwie silne osoby. W tamtych czasach Tereska nie mogła jeździć wózkiem elekrtycznym, mimo, że jest dla niej dużo wygodniejszy. „Wózek elektryczny jest za ciężki, żeby go nosić po schodach.”

Sąsiadka się zaparła i wywalczyła podjazd. Jednak w dziesięciopięrtowym bloku znalazło się jedenastu lokatorów, którzy uznali, że to nie jest dobra lokata wspólnych pieniędzy. Budowa stanęła na miesiąc. „Niedługo po tym, jak skończyli podjazd ta moja sąsiadka umarła. Została mi po niej najlepsza pamiątka.”

Matki z dziećmi, rowerzyści i ci, którzy zamiast dźwigać zakupy wolą je wozić – wszyscy korzystają z podjazdu. Tak, ci ktorzy protesyowali, też.foto:bloki_to_my

Łączy nas jedno

Andrzej Stasiuk nie kocha bloków. Przemierzając wzdłuż i wszerz wschodnioeuropejskie rubieże, widzi je w każdym mieście i miasteczku, ale zawsze szybko jedzie dalej. Lepiej czuje się w przygranicznych wioskach, gdzie bary są zakurzone, a w zaułkach rosną dzikie wysypiska. O blokach Stasiuk tylko wspomina, ale to wystarczy, by w czytelniku powstało wrażenie, że wielka płyta to nieodłączny element krajobrazu tej części świata. Stare blokowiska sprowadzają myśli znów na tor przeczuć i obaw, że architektura ma jednak coś wspólnego z ustrojem.

Nowa książka Andrzeja Stasiuka nazywa się Wschód. Ukaże się 24 września nakładem wydawnictwa Czarne. Na razie wracamy do opisu mołdawskich bloków z książki Jadąc do Babadag:

Kiszyniów, ach Kiszyniów! Białe blokowiska na zielonych wzgórzach. Widać je z północy, południa, ze wschodu i zachodu. Piętrzą się niczym skalne urwiska. Jesienią w słońcu. Chwała geometrii w rozfalowanym, nieregularnym pejzażu. Nie ma niczego większego ani wyższego w całej Mołdawii. image

Gigantyczne nagrobki wetknięte w urodzajną, pulchną ziemię. Kamienne tablice egalitaryzmu. Termitiery wszechświatowego postępu. Nowe Jeruzalem w stanie śmierci technicznej. Na wylotówkach z miasta stoją ciężarówki załadowane plastikowymi beczkami, gąsiorami na wino, słoikami Wecka, tysiącami naczyń,w które Mołdawia przed zimą zapakuje swe bogactwa, żeby przetrwać. Zakisi, zamarynuje, sfermentuje, wypasteryzuje, zasoli zawartość swych sadów i ogrodów. W centrum na bulwarze Stefana Wielkiego i Świętego, wśród salonów z japońską elektroniką i włoskimi butami, wędrowali ludzie objuczeni słoikami. Nieśli po dziesięć, po dwadzieścia sztuk zmyślnie popakowanych nowiutkich weków. Albo błyszczące ocynkowane wiadra. Albo torby pełne ogórków i pomidorów. Turlały się furgonetki wyładowane arbuzami i ciągnęły przyczepy pełne melonów. Stary Kiszyniów był w istocie taką trochę wyższą wsią. Wystarczyło zejść nieco w bok z głównego deptaka i zaczynały się parterowe albo jednopiętrowe domy, zatopione w zieleni, odgrodzone drewnianymi parkanami, przechadzały się koty i ludzie przysiadywali na schodkach. Takie było stare centrum, dwadzieścia ulic na krzyż i snujące się resztki zapachu sennej imperialnej prowincji. Gdyby znikły samochody, wszystko byłoby jak kiedyś, jak sto lat temu.

Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag, Wołowiec 2004, strony 150-151.

wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochądzą ze strony KP81-fotoimage

Chłopaki z Krochmalnej

25 tysięcy mieszkańców osiedla za Żelazną Bramą ma gdzie odpoczywać. Nie muszą nawet przedzierać się na drugą stronę Marszałkowskiej – do Ogrodu Saskiego. W Ogrodzie spacerują studenci i turyści. Tubylcy, z psami i dziećmi, wychodzą do Parku Mirowskiego. Duży plac zabaw, klomby z kwiatami, ławki; drzewa zdążyły już urosnąć. Po kłębach dymu z piekarnianych kominów i stukocie szewskich młotków ślad został tylko w literaturze.

Na Krochmalnej panował huk i zgiełk. przez otwarte drzwi wylewano pomyje, brudy płynęły wypełnionymi rynsztokami. Ktoś otworzył okno i wyrzucił śmieci. Na tej ulicy znajdowało się wiele piekarń, z kominów wydobywały się kłęby dymu. Stajnie przyciągały roje much. Ulica pulsowała życiem. Szewcy na zydlach reperowali obuwie przed drzwiami warsztatów. Kobiety kołysząc niemowlęta siedziały na stołkach i schodkach domów. Banda uliczników szła za niemową wołając chórem „Bałwan!”. Żony kłóciły się z mężami, a sąsiedzi usiłowali ich godzić. Azriel torował sobie drogę w kierunku ruin koszar Mirowskich. Koszary, chociaż powinny zostać do cna wyburzone jako relikt dawnych polskich rządów, nieoczekiwanie stały się miejscem postoju niezliczonych chłopskich wozów, dwukołowych beczek do rozwożenia piwa i dorożek; dzielnica ta stanowiła bowiem jeden wielki targ owoców, warzyw i mięsa.*

Izaak Bashevis Singer mieszkał na Krochmalnej, ale nie tam, gdzie na rogu z Żelazną stoją dwie przedwojenne kamienice. Dwie kamienice, w których on kolejno mieszkał, wojny nie przetrwały. Najpierw, zaraz po przeprowadzce z Radzymina, Singerowie mieszkali pod numerem 10. Po kilku latach przenieśli się do domu obok. Tam, pod numerem 12, mieszkanie było większe, wyposażone w ubikację i gaz do gotowania i lamp. Teraz rośnie tu park.foto:bloki_to_my

Singer pisał w jidysz. Nadzorował przekład własnych tekstów na angielski i to właśnie wydania anglojęzyczne są podstawą tłumaczeń na resztę języków. Zdarzenia opisywane w książkach Singera często mają miejsce w przedwojennej Warszawie. To świat mieszkających tu kiedyś Żydów. Od Singera wiemy, że na Krochmalnej były nie tylko piekarnie, ale też chasydzkie domy modlitwy (pod numerem 12 aż dwa – miński i radzymiński). Żydzi z dzielnicy północnej na miejsce odpoczynku zwykle wybierali Ogród Krasińskich, nie Saski. To była taka niepisana umowa z resztą społeczeństwa.

Raz do roku, pod koniec wakacji, przypominamy sobie, że Warszawa jest Singera. Program tegorocznej edycji festiwalu TUTAJ

*Izaak Bashevis Singer Dwór, cytat za Jacek Leociak Spojrzenia na warszawskie getto, Warszawa : Dom Spotkań z Historią, 2010. Zeszyt 6: Krochmalna, strona 32.

Szczególnie polecamy książkę Jacka Leociaka. Znajdziecie tam informacje o sześciu  warszawskich ulicach, opisujące je cytaty z literatury i plany z różnych etapów życia miasta.

foto:bloki_to_my

Przedwojenne kamienice na skrzyżowaniu Żelaznej i Krochmalnej.

TURBO TOPOS

Jak to jest dorastać na blokowisku? No, normalnie.

Opisanie najbardziej codziennego, najbliższego sercu zjawiska, często okazuje się zadaniem niewykonalnym. Jest na szczęście kilka sposobów na pokonanie trudności z komunikowaniem własnych doświadczeń.

Można posłużyć się metaforą: „Dzieciństwo na podwórku jest jak kajzerka z serem”.

Mniej enigmatycznie wypadają opowieści. I tak, zamiast ujmować doświadczenia w pojęcia abstrakcyjne, można przytoczyć historię: „Siedzieliśmy na ławce, gdy podjechał radiowóz…”turbo_3_550

Można też odwołać się do motywu. Każdy, kto ma zbliżone do naszych doświadczenia, pojmie jego znaczenie w mig. Inni i tak nas nie rozumieją. Tylko ci, którzy cudowne dzieciństwo spędzili w latach 80., na hasło „guma Turbo” dadzą odzew „jest rakotwórcza”.

Guma Turbo jest toposem. Pole skojarzeń, które wywołuje, to nasze nieubrane w słowa wzajemne zrozumienie. Jakby ktoś porozumiewawczo puścił oko.

Maciej Buchwald wykorzystał jeszcze jeden sposób podzielenia się doświadczeniem swojego życia wśród bloków. Nakręcił film „Dzieciństwo na Imielinie”.

Przedszkole, dyskoteka na koniec roku, popołudnie na podwórku – lawina wspomnień i uśmiech na twarzy nie tylko tych, którzy po nowy zeszyt biegali do papierdolca na Hawajską.

Fanatyzm to kwestia klimatu

Tu też są place zabaw między wysokimi blokami. Obok spożywczaka kilka budek tworzy bazarek, a na ławkach opalają się starsi panowie w rozpiętych koszulach. Dlaczego każdy zna to osiedle? Bo jadąc tu z centrum tramwajem, mija się stadion. Jesteśmy na Widzewie.

– Chcesz posłuchać o osiedlu? To siadaj.pani na widzewie

– No, my jesteśmy  stąd, więc nigdy nie mieliśmy specjalnego wyboru, komu kibicować. Ale na meczu to ja byłem tylko parę razy. Każdy zna te historie o wojnach klubów, bo albo sam dostał wpierdol od chłopaków z ŁKS-u, albo mu kolega opowiadał, ale to dotyczy głównie tych zaangażowanych kibiców. Ja bym powiedział, że z każdym pokoleniem jest ich coraz mniej. Na Widzewie głównie starzy ludzie mieszkają.

Damian w bloku przy Górce Widzewskiej mieszka całe życie, ale nie wszystkich zna.

– Tu jest mało ludzi, którzy znają się na czymkolwiek, ale zdarzają się tacy, co to chcą wiedzieć wszystko o sąsiadach. Jest taki pan z pieskeim. On potrafi dowolną ilość czasu stać i obserwować, jak dzieje się coś ciekawego, jak ktoś się przeprowadza na przykład.

Większość moich przyjaźni ze szkoły się porozchodziła. Mnóstwo ludzi wyjechało. W którymś momencie od przyjaźni ważniejsze stają się pieniądze.

Teraz remontują Fabryczną i „Łódź buduje trasę W-Z”, a ja nie wiem, dla kogo te drogi. Oczywiście, kocham to miasto… bo się w nim urodziłem. Mam masę wspomnień z podwórka, tu z górki, ale też chcę wyjechać. Myślę o Kanadzie i Nowej Zelandii.

Po Widzewie można się spokojnie przejść, będąc kibicem Legii. O tej porze roku na każdym tutejszym podwórku kwitną jaśminy. Lokal w pawilonach zamknięty, bo w środku wesele. Przed wejściem stoi czerwony samochód z bialymi wstążkami. Widzew spadł do drugiej ligi, ale to nie jest największe zmartwienie na blokach.

Pozdrowienia dla Maćka i Damiana!widzew_jaśmin

 

Dziewczęta z Nowolipek

Budowę Osiedla za Żelazną Bramą rozpoczęto w 1965 roku. W ciągu 7 lat w Śródmieściu stanęło 19 bloków z charakterystycznymi krótkimi oknami.

Skąd w centrum Warszawy miejsce na budowę tych gigantów? Tu nigdy nie było „miejsca na budowę”. Od 1943 była dziura po zgładzonej dzielnicy.

W świadomości warszawiaków teren, na którym Niemcy zamknęli Żydów, pokrywa się z dzisiejszym Muranowem. Tymczasem Getto było dużo większe. Jego granice wielokrotnie przesuwano, ale zawsze sięgały daleko poza Muranów.mapa getta

Ogłoszenie 12 października 1940 roku zarządzenia o utworzeniu getta w Warszawie było tylko jednym z wielu etapów jego powstawania. Bardzo szybko wyodrębniony „obszar zagrożenia epidemią” wkrótce otoczono drutem kolczastym, a w końcu murem. Bramy zamknięto, a na terenie Getta przymusowo osiedlono Żydów nie tylko warszawskich, ale również tych przywiezionych tu z wielu innych miast.

O ile więc początek Getta rozpisany jest na etapy, o tyle koniec dzielnicy żydowskiej mamy zwyczaj określać bardzo precyzyjnie – co do godziny. 16 maja 1943 roku o godzinie 20:15 ss-Gruppenführer Jürgen Stroop zdetonował ładunki wybuchowe założone pod Wielką Synagogą na Tłomackiem. To był koniec powstania w Getcie. Stroop opisał to zdarzenie w raporcie sporządzonym dla Heinricha Himmlera, zatytułowanym „Dzielnica żydowska w Warszawie przestała istnieć”.

Nie wiem, czy mieszkańcy Osiedla za Żelazną Bramą, słyszą pytanie „Jak możesz?”, w reakcji na podanie własnego adresu. Mieszkańcy Muranowa dobrze wiedzą, jak to jest. Tabu musi dotyczyć gruzów, które wciąż leżą pod domami na Dzielnej, Nowolipkach, Nowolipiu. Brzemię pamięci rozkłada się nierówno między mieszkańców Śródmieścia. Zawsze spoczywa na barkach ludzi, którzy chcą je dźwigać.sztuka_zelazna

DZIKA BANDA

Wergiliusz, Dante, Tołstoj. Po drugiej stronie Wólczyńskiej, gdzie Wawrzyszew zmienia się w Chomiczówkę, głównej ulicy osiedla patronuje Joseph Conrad. Ale kto to jest Pablo Neruda? Chilijski poeta. Dostał Nobla w 1971 roku. Dwa lata później zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Neruda_Tam umarła..

Kto, stojąc przed zadaniem nazwania kilku nowych ulic według klucza „wielcy pisarze”, jedną oddałby Nerudzie?

Można się spierać, czy Neruda był wielki, czy nie, ale jedno jest pewne: Warszawa nie zapomina. W książce Tam umarła śmierć pisarz oddał hołd naszemu miastu podnoszącemu się z popiołów. Jedna z ulic Chomiczówki jest warszawskim hołdem dla Pabla Nerudy. Jedenaście wielkich bloków i o wiele za mało wiciokrzewu. foto:bloki_to_my

TREME_TREME

„Trzęsie się, ale się nie wali” – tak o swoim bloku mówili mieszkańcy São Vito. Mówili, bo Treme-Treme w końcu upadło.

sarzekaW 1982 roku była powódź. Rzeka Tamanduateí wylała. Dwie studnie artezyjskie dostarczające wodę mieszkańcom bloku São Vito zostały zanieczyszczone. Ale nie tylko z wodą był problem. Zerwanie umowy z firmą wywożącą odpady sprawiło, że z 27 pięter posypały się śmieci. Dlaczego zamiast zwieść je na dół, mieszkańcy wyrzucali śmieci przez okna? Bo winda dochodziła tylko do 15 piętra. W 2002 roku trzeba było odstać pół godziny w kolejce, żeby do niej wsiąść. Wtedy dwie pozostałe windy już dawno nie działały.

Plan wieżowca mieszkalnego, mającego stać się domem dla ludzi napływających do São Paulo i wielodzietnych rodzin, został opracowany przez Arona Kogana. Architekt zaprojektował 624 mieszkania o powierzchni 28 metrów każde. Pięter było 27 i każde wyglądało tak samo – 24 mieszkania i jeden korytarz – dosyć wąski (80 cm) – ale za to bardzo długi.sao_vito_plan

Prawdziwe problemy pojawiły się podobno wtedy, gdy mieszkańcy zaczęli dzielić mieszkania na mniejsze. W połowie lat ’80 po wąskich korytarzach chodziło 3 500 sąsiadów i nikt nie myślał o wyprowadzce. Nikt nie zapalał światła, bo na korytarzach go nie było.

Gdy ogromny budynek niszczeje, koszty jego utrzymania lawinowo rosną. Jeżeli zamieszkuje go społeczność ludzi o minimalnych dochodach, sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Historia São Vito do złudzenia przypomina to, co stało się w St. Louis, gdzie cały ciężar utrzymania osiedla Pruitt-Igoe spoczywał na jego mieszkańcach. Pruitt-Igoe runęło w 1976 roku. Ostatnie 140 rodzin wyprowadziło się z São Vito 25 czerwca 2004. Budynek przez sześć lat stał pusty. Jak powiedzieli w telewizji, stan budynku był tak zły, że zagrażał przechodniom. Na głowę sypały się kawałki szkła. Rozbiórkę Treme-Treme ukończono w 2011 roku. Kupcy z Mercado Municipal się ucieszyli. Relacja Pauli Araujo:

projekt Errante

Znany jest przypadek, kiedy to w jednym z warszawskich ogrodów wycięto 200 drzew, żeby przywrócić jego stan pierwotny. Zwykle jednak, powrót do poprzednich etapów funkcjonowania przestrzeni kojarzy się z sadzeniem drzew.

Rejon São Paulo, gdzie rzeka Tamanduatei płynie obok Mercado Municipal, wciąż nazywa się Park Dom Pedro II. Po parku śladu nie ma, a wzdłóż wyregulowanych betonowych brzegów biegnie jedna z głównych ulic metropolii.

Właśnie tam, w sercu miasta, artysta Héctor Zamora posadził drzewa. Tym samym podjął próbę pogodzenia dwóch porządków, obu naturalnych – dla człowieka zdobywanie przestrzeni jest tak samo oczywiste, jak wypuszczanie nowych liści dla drzewa.foto:Hector_Zamora

Odzyskał dla nich miejsce w całkowicie zurbanizowanej przestrzeni, instalując ogromne donice. Drzewa zawisły nad płynącą w dole rzeką. Żelazne stelaże, stalowe liny i ekipa robotników przywróciły roślinność dzielnicy Park Dom Pedro II.foto:Hector_Zamora

Na zdjęciach i filmie dokumentującym powstawanie instalacji widać proces zachodzący równolegle. Gdy Héctor Zamora, wraz z ekipą, zaczynał pracę, blok São Vito wciąż stał w tle. Cały pokryty rysunkami, z szybami w strzępach, czekał na rozbiórkę. Na kolejnych zdjęciach widać, jak został przykryty płachtami, pod którymi inna ekipa robotników mogła zacząć swoją pracę. W przypadku São Vito nie można było zastosować metody implozji, by nie uszkodzić pobliskiego Mercado Municipal.

Dlaczego ten ogromny blok musiał zniknąć?

O tym niedługo.

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z oficjalnej strony artysty.

Piosenka od Wojtka

Wojtek mieszkał kiedyś w bloku na Chomiczówce. Napisał o tym piosenkę. Nazwał ją „Piosenka o Bielanach”.

muzyka: Wojciech Kwapisiński/tekst: Agata Kinasiewicz

WOJCIECH KWAPISIŃSKI – muzyk, gitarzysta, improwizator. Współtwórca i członek zespołów Airth, Gamid Group, Nor Cold Quartet, Altona, Puppetteine, Zwichnięci Dandysi, Julian Ochorowicz, Jedność, KK, Hakafot, Koło Zbożowe, Ian Czapla,
Promieniowanie Dobry Ból i innych. Założyciel DIY Labelu Wytwórnia Element. Członek nieformalnej grupy Antikonsjum oraz grupy nieformalnej Studio Gołąbki. Członek Stowarzyszenia NowE oraz Stowarzyszenia Trzecia Fala. Współorganizator wydarzeń muzycznych Impro Miting oraz Działanie muzyczne.