WALĄCE SIĘ DOMY

Jedenastopiętrowy korytarzowiec stoi w pełnym słońcu. Z okien na parterze wydobywa się obłok dymu i po chwili blok pada. To nie trzęsienie ziemi, zamach ani wybuch gazu.

„Today is demolition day at Pruitt-Igoe…”

Dziennikarz telewizyjny relacjonuje, jaka w St. Louis jest pogoda, ile pięter ma budynek i gdzie umieszczono dynamit. Relacja jest bezpośrednia. Zburzenie budynku zostało zaplanowane i przygotowanie. Decyzję podejmowały władze stanowe i federalne. 15 lipca 1972 na miejsce zjechały się ekipy telewizyjne, by przekazać całemu narodowi relację z wyburzania osiedla Pruitt-Igoe.

15 lipca padł pierwszy z 33 bloków. Przez kolejne trzy lata systematycznie wyburzano resztę. Ostatecznie teren został oczyszczony  w 1976 roku – osiemnaście lat po oddaniu osiedla do użytku.

Pruitt-Igoe powstało na zamówienie władz miejskich St. Louis. To postindustrialne miasto leży nad ogromną rzeką Mississippi, w samym sercu amerykańskiego środkowego zachodu. Zaczęło się wyludniać już w latach ’50. W czasie realizacji imponującego projektu osiedla mieszkań komunalnych, kurczyła się nie tylko populacja miasta, ale i budżet przeznaczony na dokończenie inwestycji. Plany architektoniczne musiały uledz zmianom. Koszty budowy malały odwrotnie proporcjonalnie do rosnącej ilości pięter budowanych bloków.

Kilkanaście lat funkcjonowania osiedla to tajemnica, o której socjolodzy i urbaniści napisali tomy. Nieraz będziemy do niej wracać. Dzisiaj wspomnimy tylko architekta, który podpisał projekt. Minoru Yamasaki – wychowany w wiecznie zielonym stanie Waszyngton – był jednym z czołowych przedstawicieli stylu międzynarodowego w architekturze modernistycznej. Jego realizacje rozsiane są po całych Stanach Zjednoczonych i wielu zakątkach świata. Budynki Minoru Yamasaki zdobywały nagrody i znalazły miejsce w podręcznikach architektury. Charakteryzowały się prostą i funkcjonalną formą. „Architectural Forum”,  amerykański magazyn poświęcony architekturze, w 1951 wychwalał projekt osiedla Pruitt-Igoe. 33 jedenastopiętrowe bloki nie robią na warszawiaku specjalnego wrażenia. Mieszkanie w nich na preriach środkowego zachodu okazało się niemożliwe.

Minoru Yamasaki jest znany z jeszcze jednej realizacji – dwóch wieżowców na Manhattanie.

PAINT IT BLACK

Zamalowywanie fasad sypiących się kamienic to prowizorka i hipokryzja. Fundacja URBAN FORMS realizuje inny pomysł na zmianę wyglądu Łodzi.

Ekipa pracowała kilka dni. Byłam zachwycona. Rozmawiałam z nimi, robiłam dużo zdjęć. – Pani, którą zaczepiłam, ma fioletowe włosy, dużo entuzjazmu i więcej lat niż moja Mama. Dziewczyna z rysunku ma niebieskie włosy i budkę dla ptaków na głowie. Namalował ją Sainer z ETAM CREW.

Zrzut ekranu 2013-06-13 (godz. 8.59.41 PM)

To jest mój ulubiony łódzki mural. Dużo ludzi z zagranicy przyjeżdża, żeby go obejrzeć. Jeszcze tego słonika po drugiej stronie ulicy lubię.

Przechodząc z jednej strony ulicy na drugą w poszukiwaniu kolejnego malowidła, można obejść całe centrum Łodzi. W tym dziwnym mieście nie można się zgubić, nawet jakby kogoś naszła na to ochota. Jednokierunkowe, szerokie ulice przecinają się dokładnie pod kątem prostym. Nie meandrują jak na blokowiskach, ani nie rozchodzą się promieniście jak na Żoliborzu. Łódź jest jak Nowy York, zbudowana z głową. Nowoczesne miasto, w którym tylko budynki się postarzały.

Murali na łódzkim Śródmieściu jest już 21, jeden powstał na ślepej ścianie bloku przy Uniwersyteckiej 12 – to właśnie nasza dziewczyna  z budką dla ptaków.

foto:bloki_to_my

Na zdjęciach Uniwersytecka wygląda na dużą ulicę, ale tak naprawdę jest tam bardzo spokojnie. Od podwórka rosną drzewa. Jeśli spojrzeć w dół bocznej ulicy, można zobaczyć następny mural na horyzoncie. Pani o fioletowych włosach swój garaż musi otwierać w gumowych rękawicach – dopiero co został pomalowany, na zielono.

foto:bloki_to_my