Bramki z plecaków

-Dzieciaki z naszego bloku grały na małym boisku tuż przed oknami. Znaczy, to był po prostu duży trawnik, bramki robiliśmy z plecaków – opowiada Łysy, rocznik 81. Zapytaliśmy go o czasy, kiedy chodził do podstawówki, mieszkał pod adresem aleja Waszyngtona 33, a nikt jeszcze nie przypuszczał, że brzegi pobliskiego jeziorka Balaton zostaną zabudowane.

foto:bloki_to_my

-W więcej osób chodziliśmy grać na duże boisko na górce, przez mostek się szło. Jak ktoś za mocno kopnął piłkę, to lądowała w kanałku. Trzeba było rzucać kamieniami, patykami, czy co tam było pod ręką, żeby dobiła do brzegu. W zimie zjeżdżaliśmy z tej samej górki na sankach, a w zasadzie zwykle na kartonach – braliśmy je z pawilonu, po drugiej stronie bloku.

Blok Łysego jest duży. -Tak, 11 pięter, 5 czy 7 klatek, ja mieszkałem w ostatniej. Obok stoi punktowiec i dalej jeszcze kilka bloków. Dużo dzieciaków. Wszyscy się znaliśmy, pół dnia razem w szkole na Zbaraskiej, a po południu na podwórko. Wszyscy równo – syn lekarza z synem listonosza ramię w ramię konstruowali bączki z zakrętek po wódce.

Różnica między sąsiadami była w zasadzie jedna, ale istotna. Jedna połowa mieszkańców bloku miała balkony wychodzące na wschód, czyli na wyasfaltowany taras, pawilon usługowy i identyczny blok na przeciwko. Druga połowa miała balkony na zachód. -Z okna na 7. piętrze widziałem błonia kamionkowskie, park Skaryszewski i Pałac Kultury – mówi Łysy, który dawno wyniósł się daleko na Zachód – wtedy tego widoku nie doceniałem.foto:bloki_to_my

CZAS WISI

60 km na północny zachód od Marfy TX, przy szosie nr 90, stoi mały budynek – sklep PRADY. Dwie duże witryny prezentują kolekcję z 2005 roku. Do środka wejść nie można, bo cały budynek jest rzeźbą, kapsułą czasową. Kawałek rzeczywistości roku 2005 ciągle tkwi na pustyni. W zamyśle artysty ma niszczeć, stopniowo zlewając się z otoczeniem.*

W Warszawie też są takie miejsca – uwięzione w czasie. Piaskownice, które po odejściu jednej generacji bobasów nie przyjęły kolejnej. Przez lata zlały się z otoczeniem. Utraciły swoją funkcję użytkową – jak sklep z modą, w którym wisi stara kolekcja.

foto:bloki_to_my

BIAŁOSZEWSKI na ten sam temat:

Wywiesiłem się z dziewiątego piętra w dół. Ile ludzi, dzieci, huśtawka, trawki, podlatuje piesek, niucha, pewnie urodzony w styczniu w lutym. W piaskownicy dzieci. Małe, mało. Jedno aż nieporadne. Co ono ma z tego? Czy ma? I ile? I nagle wypatrzyłem tą piaskownicę napadem całego uczucia. Ogromnie dużo ma. Nie wie co, ale całe jest w piachu. W obijaniu ręką o deskę, o ciepło. O, tak, pamiętam, jakbym tam spadł, jak w niebo, w ten piasek, grzebał się. I całe to małe towarzystwo nie liczy czasu. Zrobiła się z miejsca wieczność. Czas wisi. Czas jest odłożony. Już zwyciężony? Ale racja. Za ileś to ten piesek nie będzie tak w tym szczęściu. I to dziecko też nie. Zmienią się, odmienią z czasem. „Czas”, wyraz, jest. No, trudno. To tyle, co ja go teraz potrzymam w ręku nad podwórkiem. Wisi. Porozumienie. Ma dwa końce, ale jeden koniec utopiony w żywiole oddalenia, niezłapania. To tak i z Mozartem. On dawał mi wtedy, teraz ja odbieram. Trzymam za ten koniec, tamten utopiony. Więcej się nie da.

Miron Białoszewski, Chamowo, PIW, Warszawa 2009, s. 339-340

foto:bloki_to_my

piskownica pod blokiem Białoszewskiego, ul. Lizbońska 2

*sklep PRADY na pustyni to rzeźba Michaela Elmgreena i Ingara Dragseta. Miuccia Prada wyraziła zgodę na użycie logo jej firmy i sama wybrała przedmioty, które zostały umieszczone na witrynie. We wrześniu 2013 teksański Wydział Transportu uznał instalację za nielegalną reklamę zewnętrzną.

NA ULICY LEŻĄ KWIATY

Nasze podwórka zmieniają się dziś nie do poznania. Jest Boże Ciało, więc przed naszymi oknami przechodzą procesje.

Jak odpowiednio uczcić święto będące wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy? Jak ozdobić ołtarz, by był wystarczająco ładny? Jak nie nabrać dystansu do własnej wiary, mając do czynienia z kiczem przedstawień figuratywnych? Jak nie uprzykrzyć życia sobie nawzajem, bo w końcu nie wszyscy jesteśmy katolikami.

foto:bloki_to_myfoto:bloki_to_myZ punktu widzenia  mieszkańca osiedla, procesja Bożego Ciała jest ważnym wydarzeniem. To jedna z niewielu sytuacji, kiedy wspólną przestrzenią faktycznie musimy się dzielić. Zwykle miejsca, zaplanowane przez architektów jako służące integracji mieszkańców, stoją puste. W najlepszym razie zastawione są puszkami po piwie. Natomiast w Boże Ciało podwórko zapełnia się ludźmi. Część sąsiadów chce wpływać na kształt przestrzeni i, na dodatek, robić to kolektywnie.

Jak przestrzeń funkcjonalną zmienić w ołtarz? Trudność polega na odwróceniu porządku sacrum i profanum. Rytuał wychodzi na ulicę, ołtarze stoją na skrzyżowaniach. Obowiązująca na co dzień funkcja przestrzeni musi się przeobrazić w swoje przeciwieństwo. Ludzie jadący przez osiedle samochodem muszą cierpliwie poczekać, aż pochód przejdzie.

foto:bloki_to_my

Ponieważ ciągle jestem pod wrażeniem teorii Formy Otwartej – o której czytam w książce Filipa Springera o Hansenach – dlatego zastanawiam się, czy Boże Ciało nie jest momentem, w którym forma osiedla w końcu się otwiera. Tym, co ją współtworzy jest tradycja religijna, przyzwyczajenie, ale czasem też szalona chęć odkrycia transcendencji w miejscach, gdzie najmniej się jej spodziewasz.

foto:bloki_to_my