projekt Errante

Znany jest przypadek, kiedy to w jednym z warszawskich ogrodów wycięto 200 drzew, żeby przywrócić jego stan pierwotny. Zwykle jednak, powrót do poprzednich etapów funkcjonowania przestrzeni kojarzy się z sadzeniem drzew.

Rejon São Paulo, gdzie rzeka Tamanduatei płynie obok Mercado Municipal, wciąż nazywa się Park Dom Pedro II. Po parku śladu nie ma, a wzdłóż wyregulowanych betonowych brzegów biegnie jedna z głównych ulic metropolii.

Właśnie tam, w sercu miasta, artysta Héctor Zamora posadził drzewa. Tym samym podjął próbę pogodzenia dwóch porządków, obu naturalnych – dla człowieka zdobywanie przestrzeni jest tak samo oczywiste, jak wypuszczanie nowych liści dla drzewa.foto:Hector_Zamora

Odzyskał dla nich miejsce w całkowicie zurbanizowanej przestrzeni, instalując ogromne donice. Drzewa zawisły nad płynącą w dole rzeką. Żelazne stelaże, stalowe liny i ekipa robotników przywróciły roślinność dzielnicy Park Dom Pedro II.foto:Hector_Zamora

Na zdjęciach i filmie dokumentującym powstawanie instalacji widać proces zachodzący równolegle. Gdy Héctor Zamora, wraz z ekipą, zaczynał pracę, blok São Vito wciąż stał w tle. Cały pokryty rysunkami, z szybami w strzępach, czekał na rozbiórkę. Na kolejnych zdjęciach widać, jak został przykryty płachtami, pod którymi inna ekipa robotników mogła zacząć swoją pracę. W przypadku São Vito nie można było zastosować metody implozji, by nie uszkodzić pobliskiego Mercado Municipal.

Dlaczego ten ogromny blok musiał zniknąć?

O tym niedługo.

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z oficjalnej strony artysty.

Piosenka od Wojtka

Wojtek mieszkał kiedyś w bloku na Chomiczówce. Napisał o tym piosenkę. Nazwał ją „Piosenka o Bielanach”.

muzyka: Wojciech Kwapisiński/tekst: Agata Kinasiewicz

WOJCIECH KWAPISIŃSKI – muzyk, gitarzysta, improwizator. Współtwórca i członek zespołów Airth, Gamid Group, Nor Cold Quartet, Altona, Puppetteine, Zwichnięci Dandysi, Julian Ochorowicz, Jedność, KK, Hakafot, Koło Zbożowe, Ian Czapla,
Promieniowanie Dobry Ból i innych. Założyciel DIY Labelu Wytwórnia Element. Członek nieformalnej grupy Antikonsjum oraz grupy nieformalnej Studio Gołąbki. Członek Stowarzyszenia NowE oraz Stowarzyszenia Trzecia Fala. Współorganizator wydarzeń muzycznych Impro Miting oraz Działanie muzyczne.

ZDZISŁAW MALOWAŁ

Przy ulicy Sonaty stoi jeden z tych długich bloków, które na dole mają prześwity, żeby nie trzeba było za każdym razem chodzić naokoło. Na siedem klatek jeden prześwit.

Trudno powiedzieć, ile jest tu mieszkań. Numery na skrzynkach pocztowych mogą mylić, bo Dolina Służewiecka słynie z braku logicznej korelacji między numerami pięter i mieszkań. Na oko – jakieś tysiąc okien.

foto:bloki_to_my

15 lutego 2007 roku Piotr Janowczyk, z ekipą, rozpoczął prace nad malowidłem ściennym. Mimo upływu lat i docieplenia budynku przy Sonaty 6, malowidło ciągle jest na swoim miejscu, w prześwicie.

– Tematem malarstwa Beksińskiego była śmierć – mówi Janowczyk  – Kiedy jednak znaleziono go martwego, śledczy odrysował biały ślad wokół zwłok i tak śmierć malarza narysował ktoś inny.

foto:bloki_to_my

Zdzisław Beksiński miałby dzisiaj osiemdziesiąte piąte urodziny. Dziewiąta rocznica jego śmierci minęła trzy dni temu. Malarz został zabity we własnym mieszkaniu, w bloku przy Sonaty 6. Wszyscy poznaliśmy tę historię, bo opisały ją gazety.

Jan Bończa-Szabłowski:

Jego mieszkanie na Ursynowie robiło wyjątkowo ponure wrażenie. Wyglądało jak mroczny labirynt, zaprojektowany z wielką precyzją, Zdzisław Beksiński był w końcu z wykształcenia architektem. Sterylna czystość panowała w każdym pomieszczeniu. Zarówno w jasnej kuchni, z białymi szafkami, beżowym linoleum i drewnianym taboretem, jak i mrocznych pokojach, którym klimat nadawały wiszące pod sufitem olejne płótna. Do tego przedpokój, którego ściany były wyłożone taflą luster kryjących szafy i garderobę. Ilekroć tam byłem, zawsze miałem kłopot z opuszczeniem tego mieszkania i zamiast na korytarz klatki schodowej trafiałem do usytuowanej obok… łazienki.(Plus Minus – dodatek do gazety Rzeczpospolita, 21 luty 2014)

Beksiński_Gallery_Sanok_workplaceOczywiście Sonaty 6 to samo serce Doliny Służewieckiej, nie Ursynowa. Z okna malarz widział Land i ogromny blok za nim stojący. Odcinek KEN-u oddzielający dom Beksińskiego od centrum handlowego przeprowadzono dużo później.

CZAS WISI

60 km na północny zachód od Marfy TX, przy szosie nr 90, stoi mały budynek – sklep PRADY. Dwie duże witryny prezentują kolekcję z 2005 roku. Do środka wejść nie można, bo cały budynek jest rzeźbą, kapsułą czasową. Kawałek rzeczywistości roku 2005 ciągle tkwi na pustyni. W zamyśle artysty ma niszczeć, stopniowo zlewając się z otoczeniem.*

W Warszawie też są takie miejsca – uwięzione w czasie. Piaskownice, które po odejściu jednej generacji bobasów nie przyjęły kolejnej. Przez lata zlały się z otoczeniem. Utraciły swoją funkcję użytkową – jak sklep z modą, w którym wisi stara kolekcja.

foto:bloki_to_my

BIAŁOSZEWSKI na ten sam temat:

Wywiesiłem się z dziewiątego piętra w dół. Ile ludzi, dzieci, huśtawka, trawki, podlatuje piesek, niucha, pewnie urodzony w styczniu w lutym. W piaskownicy dzieci. Małe, mało. Jedno aż nieporadne. Co ono ma z tego? Czy ma? I ile? I nagle wypatrzyłem tą piaskownicę napadem całego uczucia. Ogromnie dużo ma. Nie wie co, ale całe jest w piachu. W obijaniu ręką o deskę, o ciepło. O, tak, pamiętam, jakbym tam spadł, jak w niebo, w ten piasek, grzebał się. I całe to małe towarzystwo nie liczy czasu. Zrobiła się z miejsca wieczność. Czas wisi. Czas jest odłożony. Już zwyciężony? Ale racja. Za ileś to ten piesek nie będzie tak w tym szczęściu. I to dziecko też nie. Zmienią się, odmienią z czasem. „Czas”, wyraz, jest. No, trudno. To tyle, co ja go teraz potrzymam w ręku nad podwórkiem. Wisi. Porozumienie. Ma dwa końce, ale jeden koniec utopiony w żywiole oddalenia, niezłapania. To tak i z Mozartem. On dawał mi wtedy, teraz ja odbieram. Trzymam za ten koniec, tamten utopiony. Więcej się nie da.

Miron Białoszewski, Chamowo, PIW, Warszawa 2009, s. 339-340

foto:bloki_to_my

piskownica pod blokiem Białoszewskiego, ul. Lizbońska 2

*sklep PRADY na pustyni to rzeźba Michaela Elmgreena i Ingara Dragseta. Miuccia Prada wyraziła zgodę na użycie logo jej firmy i sama wybrała przedmioty, które zostały umieszczone na witrynie. We wrześniu 2013 teksański Wydział Transportu uznał instalację za nielegalną reklamę zewnętrzną.

PAINT IT BLACK

Zamalowywanie fasad sypiących się kamienic to prowizorka i hipokryzja. Fundacja URBAN FORMS realizuje inny pomysł na zmianę wyglądu Łodzi.

Ekipa pracowała kilka dni. Byłam zachwycona. Rozmawiałam z nimi, robiłam dużo zdjęć. – Pani, którą zaczepiłam, ma fioletowe włosy, dużo entuzjazmu i więcej lat niż moja Mama. Dziewczyna z rysunku ma niebieskie włosy i budkę dla ptaków na głowie. Namalował ją Sainer z ETAM CREW.

Zrzut ekranu 2013-06-13 (godz. 8.59.41 PM)

To jest mój ulubiony łódzki mural. Dużo ludzi z zagranicy przyjeżdża, żeby go obejrzeć. Jeszcze tego słonika po drugiej stronie ulicy lubię.

Przechodząc z jednej strony ulicy na drugą w poszukiwaniu kolejnego malowidła, można obejść całe centrum Łodzi. W tym dziwnym mieście nie można się zgubić, nawet jakby kogoś naszła na to ochota. Jednokierunkowe, szerokie ulice przecinają się dokładnie pod kątem prostym. Nie meandrują jak na blokowiskach, ani nie rozchodzą się promieniście jak na Żoliborzu. Łódź jest jak Nowy York, zbudowana z głową. Nowoczesne miasto, w którym tylko budynki się postarzały.

Murali na łódzkim Śródmieściu jest już 21, jeden powstał na ślepej ścianie bloku przy Uniwersyteckiej 12 – to właśnie nasza dziewczyna  z budką dla ptaków.

foto:bloki_to_my

Na zdjęciach Uniwersytecka wygląda na dużą ulicę, ale tak naprawdę jest tam bardzo spokojnie. Od podwórka rosną drzewa. Jeśli spojrzeć w dół bocznej ulicy, można zobaczyć następny mural na horyzoncie. Pani o fioletowych włosach swój garaż musi otwierać w gumowych rękawicach – dopiero co został pomalowany, na zielono.

foto:bloki_to_my

włóczkowe dziedzictwo

Jeżeli w 2007 ktoś z Was przegapił wystawę BETONOWE DZIEDZICTWO. OD CORBUSIERA DO BLOKERSÓW, to nie wszystko stracone. Jeden z obiektów prezentowanych wtedy w warszawskim CSW, można obejrzeć w Zachęcie.

Hasło „Splendor tkaniny” nie kojarzy się z architekturą i wcale nie ma się z nią kojarzyć. Wystawa w Narodowej Galerii Sztuki poświęcona jest „tkaninom artystycznym w szerokim kontekście sztuki współczesnej”. Miłośników blokowisk czeka jednak miła niespodzianka: w jednej z sal, wśród gobelinów upamiętniających partyzantów II Wojny Światowej i 30-lecie Lasów Państwowych, stoi blok.

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006/foto:bloki_to_my

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006

Praca Julity Wójcik, pod tytułem „Falowiec”, jest makietą gdańskiego giganta. Tak jak oryginał, liczy 16 klatek schodowych i 11 pięter. Dlaczego znalazła się na wystawie tkaniny artystycznej? Bo wykonana jest z włóczki.

Na własne oczy można się przekonać, czy to za sprawą wielkiej płyty od bloków wieje grozą.

Wystawa SPLENDOR TKANINY czynna jest do 19 maja.

www.zachęta

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006/foto:bloki_to_my

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006/foto:bloki_to_my

Julita Wójcik, Falowiec, 2005-2006